
Nelly Furtado
Mi Plan
Universal Music Group, 2009
3.9 / 10
www.nellyfurtado.com
www.myspace.com/nellyfurtado
Wróćmy na chwilę do przeszłości i postawmy sprawę jasno: duet Nelly Furtado z Timbalandem był dokładnie tym, czego skostniała scena muzyki pop potrzebowała. Współpraca amerykańskiego producenta z tą uroczą latynoską zaowocowała w 2006 roku albumem "Loose", będącym moim zdaniem jednym z najlepszych albumów ostatniej dekady. Świeżym, dynamicznym, od początku do końca wypełnionym rewelacyjnymi przebojami.
"Mi Plan" okazuje się być jednak krokiem w zupełnie inną stronę. To muzyczny powrót do początków kariery wokalistki - Nelly odeszła od dyskotekowych podkładów i tanecznych rytmów, jednocześnie mocniej akcentując rolę gitary akustycznej. W połączeniu z elektroniką otrzymujemy album bardzo latynoski, zwłaszcza gdy dodamy do tego fakt, że tym razem wszystkie utwory Nelly zaśpiewała po hiszpańsku. Jest więc dość melodyjnie, momentami trochę romantycznie, ale niestety czasem też trochę nudno.
Niby słucha się tego całkiem w porządku, muzyka jest przyjemna dla ucha, ale... No właśnie, czegoś tu brakuje. Może tej odrobiny szaleństwa i energii, którymi przepełnione było "Loose"? Słuchając tamtej płyty ciężko było usiedzieć na miejscu, nogi same podrywały się do tańca, a ręka mimowolnie podręcała regulator głośności w kierunku "max". Gdy słucham "Mi Plan" wolę raczej siedzieć w fotelu i popijać wino. Ok, rzadko siedzę w fotelu, a jeszcze rzadziej robię to popijając wino, ale ogarniacie różnicę?
Szkoda trochę, że Nelly nie zdecydowała się kontynuować drogi, którą podążyła na "Loose". Mogło być bardzo dobrze, jest tylko nieźle.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz