Mi And L'auGood Morning Jokers
Borne Recordings, 2009
7.8 / 10
www.myspace.com/miandlauspace
O Mi i L'au wiemy niewiele. Google, last.fm, myspace uchylają nieco rąbka tajemnicy o tym duecie, ale ich historia jest prosta i krótka.
Mi i L'au poznali się we Francji, gdzie ona była modelką, a on pracował w przemyśle muzycznym. Zakochali się w sobie od razu i po krótkim pobycie w Paryżu, dokąd się przeprowadzili, stwierdzili, że rezygnują z dotychczasowego życia i przenoszą się do Finlandii. Obecnie mieszkają w niewielkim domku, gdzieś pośród pełnych ciszy i spokoju fińskich lasów i, odcięci od świata zewnętrznego, spędzają czas na tworzeniu muzyki tylko we dwoje.
Zrobiło się romantycznie?
"Romantyczny" to całkiem dobre słowo na określenie "Good Morning Jokers", drugiego albumu w dyskografii duetu. Istnieje jednak w języku angielskim słowo jeszcze inne, dużo lepiej oddające atmosferę tej płyty. Haunting. Internetowy słownik Cambridge (dictionary.cambridge.org) definiuje je jako "beautiful, but in a sad way and often in a way which cannot be forgotten". W potężnym Collins English Dictionary przeczytać możemy: "having a quality of a great beauty or sadness so as to be memorable". Dla słowa "haunting" w języku polskim nie znajdziemy odpowiednika (słowniki podają takie tłumaczenia jak "pozostający w pamięci" czy "natarczywy", co nie brzmi zbyt przekonująco), a właśnie tym słowem można niemalże perfekcyjnie opisać drugi album duetu.
"Good Morning Jokers" to czternaście delikatnych, nostalgicznych, utrzymanych w około-dream-folkowym klimacie utworów. Oszczędnej muzyce towarzyszy pełen ciepła i uroku głos Mi oraz (nieco rzadziej) niski, męski głos L'au. Istnieje taki zespół jak All My Faith Lost, o którym przeczytałem kiedyś, że ich utwory brzmią, jakby śpiewała je para niespełnionych kochanków. Mi i L'au, choć prawdopodobnie spełnieni (gdyby tak nie było, nie siedzieliby chyba zupełnie sami w domku na odludziu), nie emanują jednak zbytnim optymizmem. W ich utworach dużo łatwiej niż radość odnaleźć można takie elementy jak melancholia czy zaduma.
Niektórzy mogą kręcić głową, że całość jest trochę zbyt smętna, ale właśnie w tej sennej, nieco rozmarzonej atmosferze tkwi główny urok tego albumu. Dla mnie "Good Morning Jokers" to zdecydowanie jedno z ciekawszych odkryć bieżącego roku na około-folkowej scenie. Cieszy mnie ono niezmiernie, zwłaszcza w kontekście mimo wszystko rozczarowującego "Little Hells" Marissy Nadler.
Powiem więcej, to chyba najciekawsza dream-folkowa płyta od czasu debiutu Mountain Home (Marissa Nadler na wokalu, w moim osobistym rankingu jedna z najlepszych płyt ostatniej dekady) z roku 2007. A im dłużej jej słucham, tym bardziej mi się podoba.

1 komentarz:
http://markonzo.edu http://saml.xml.org/blog/prilosec http://www.trapmuzik.com/profiles/blogs/treadmills-used-treadmills modelwe aylwin http://www.foodbuzz.com/blogs/1876308-allegiant-air http://www.trapmuzik.com/forum/topics/pressure-washers-karcher shpg http://www.soundclick.com/members/default.cfm?member=prilosec http://blog.bakililar.az/treadmills/
Prześlij komentarz