Yeah Yeah YeahsIt's Blitz!
Interscope, 2009
2.3 / 10
www.yeahyeahyeahs.com
www.myspace.com/yeahyeahyeahs
Będzie prosto z mostu: hype na tę płytę stał się nie do zniesienia. Gdziekolwiek nie spojrzę, to wszyscy wypowiadają się o niej w samych superlatywach. Od premiery minęły trzy miesiące i dalej wszyscy powtarzają, jakie to "It's Blitz!" jest wyjątkowe, jakie przełomowe i jakie dojrzałe. Gówno prawda. "It's Blitz!" jest przede wszystkim nudne.
Zastanówmy się przez chwilę, co świadczyło o sile tego zespołu. Przemyślane, dojrzałe, utwory czy może jednak coś innego? Weźmy "Fever To Tell" - to przede wszystkim rockowy czad, spontaniczność i emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Proste, świeże granie. Po prostu. Na "Show Your Bones" złagodzili trochę brzmienie, ale dodali do tego fantastyczne, wpadające w ucho melodie. Ta płyta była bardzo nośna, przebojowa, naładowana pozytywnymi emocjami. Szaleństwa też nie brakowało. Znalazło się miejsce na ballady, ale były one tylko dodatkiem dla takich hitów jak "Gold Lion" czy "Honeybear". I tego właśnie dalej od nich oczekiwałem. Nie epokowego dzieła, tylko dobrej, imprezowej płyty, takiej jak "Tonight: Franz Ferdinand". Nagranej bez wielkiego ciśnienia, bez silenia się na pretensjonalność; to miała być czysta zabawa, sztuka przez małe s.
Na "It's Blitz!" są w zasadzie dwa trzymające całość poprzedniej płyty utwory - dynamiczny i bardzo melodyjny "Heads Will Roll" oraz fajnie rozkręcający się, nieco bardziej gitarowy "Dull Life". Od biedy można by jeszcze wyróżnić singlowy "Zero", ale tylko dlatego, że nic ciekawszego już na tej płycie nie ma.
Reszta to mdłe, nudne, pozbawione jakichkolwiek interesujących fragmentów ballady, które nie zmieściłyby się na b-side'y pierwszych dwóch albumów, a przy okazji "It's Blitz!" zdobywają najwyższe laury. A ja cały czas nie ogarniam o co cały ten szum.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz