poniedziałek, czerwca 29, 2009

Marissa Nadler "Little Hells"

Marissa Nadler
Little Hells

Kemado, 2009

4.8 / 10






http://www.marissanadler.com
http://www.myspace.com/songsoftheend

Marissę Nadler poznałem przy okazji debiutanckiego, s/t albumu "Mountain Home" (http://www.myspace.com/mtnhome), który uznałem za album roku 2007. Zachwycił mnie wtedy, zachwyca i teraz, rzecz absolutna i skończona.
Solowe dokonania Marissy jednak nie do końca mnie przekonywały. Niby wszystko było z nimi w porządku, niby miło słuchało się tego doskonałego głosu, niby nic nie można było tej muzyce zarzucić, ale... no właśnie. Leciała sobie gdzieś w tle, całkiem przyjemnie i sympatycznie, ale większego zainteresowania nie wzbudzała. I choć znalazło się na trzech pierwszych płytach ("Ballads Of Living And Dying", "The Saga Of Mayflower May", "Songs III: Bird On the Water") kilka naprawdę przepięknych, uroczych utworów, jak "Under An Old Umbrella" chociażby, to na "Little Hells" specjalnie nie czekałem.

Marissa Nadler - Under An Old Umbrella


Na nowym albumie Marissa Nadler nic nowego nie prezentuje. Wciąż śpiewa te same, dream-folkowe, melancholijne i romantyczne piosenki. Nie sposób im odmówić piękna i uroku, to pewne, nie sposób nie docenić wyjątkowego głosu i muzycznej wrażliwości Marissy, z łatwością można zrozumieć zdobycie przez nią głównej nagrody w kategorii "Outstanding Singer-Songwriter of the Year" podczas zeszłorocznego Boston Music Awards, ale jednocześnie trudno nie uznać hype'u na "Little Hells" za zjawisko co najmniej dziwne, by nie powiedzieć nieporozumienie. Jasne, dobrze się tego słucha, ale tylko tyle. O żadnej większej rewelacji mowy być nie może.
Poza tym rejony muzyczne, w których obraca się Marissa Nadler są na tyle wąskie, że wymyślić coś nowego i ciekawego w tym obszarze jest niezwykle trudno. Za pierwszym razem to aż tak bardzo nie przeszkadzało, przy drugiej płycie można było zadać sobie pytanie "co dalej?", słuchając trzeciej zaczynało się już odczuwać szczere znudzenie formą. "Little Hells" jest czwarte i można zacząć zastanawiać się, jaki jest w tym wszystkim sens.
Marissa Nadler ma fenomenalny głos i pisze dobre piosenki, w kategorii singer/song-writer plasuje się w zdecydowanej czołówce i co do tego nie można mieć żadnych wątpliwości. Ale nie zmienia to faktu, że to jednak trochę za mało, bym dał się na to złapać po raz czwarty.

P.S. Nie jest to oczywiście płyta zła. Gdyby nie trzy poprzednie z pewnością byłbym nią bardzo usatysfakcjonowany.

Brak komentarzy: